ul. Nowoursynowska 159, 02-776 Warszawa, tel. +48 22 593 18 87, e-mail: wilw@wilw.waw.pl

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size
Komunikat Prezesa Rady WILW

Szanowni Państwo

W związku z wprowadzeniem w Polsce stanu zagrożenia epidemicznego oraz wytycznymi Głównego Inspektora Sanitarnego zwracam się z prośbą o ograniczenie wizyt w Biurze Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej do niezbędnych oraz załatwianie wszelkich formalności drogą telefoniczną: 22 593 18 87 lub mailową: wilw@wilw.waw.pl

Jednocześnie informuję, że do odwołania,
Biuro Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej przyjmuje interesantów wyłącznie w dniach: wtorek, środa, czwartek,
w godzinach: 10.00-14.00.

Liczę na Państwa wyrozumiałość.

Prezes Rady Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej
lek. wet. Marek Mastalerek

Start Aktualności Opinie Refleksje na temat warsztatów psychoedukacyjnych dla lekarzy weterynarii

Refleksje na temat warsztatów psychoedukacyjnych dla lekarzy weterynarii

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

Refleksje na temat warsztatów psychoedukacyjnych dla lekarzy weterynarii, pt. „Jak korzystać ze stresu”, które odbyły się 9-10 kwietnia 2005 na Wydziale SGGW w Warszawie.

 

Jak to się stało...

Pomysł powstania warsztatów psychoedukacyjnych, dotyczący radzenia sobie ze stresem w praktyce lekarskiej, „radzenie sobie z klientami” :-), dla lekarzy weterynarii, narodził się dzięki znajomości lekarzy z psychologami. To, co zdarzyło się 9 i 10 kwietnia 2005, nie miałoby miejsca, bez aktywnej współpracy obu środowisk, w czasie przygotowań i w czasie ich trwania. Sądzę, że właśnie to zaangażowanie stron, przyczyniło się do tak aktywnych zajęć. Stąd też, pomysł na napisanie krótkich refleksji. Oczywiście nie byłoby to możliwe beż propozycji dr Marka Nowickiego, umieszczenia tego na stronie oraz akceptacji prezesa dr Tadeusza Jakubowskiego.

Droga do realizacji....

Początek, to pomysł i wspólnik do podjęcia ryzyka. Idea wykuła się dość dawno. Znalezienie drugiego entuzjasty było trochę trudniejsze. Czekanie zostało jednak wynagrodzone. Drugim zapaleńcem, pełnym pomysłów, zaangażowania i wiary, okazała się mgr Justyna Kuczmierowska. Następnie, znany mi lekarz weterynarii, jeden z ojców warsztatów, zasugerował udanie się do prof. Jacka Szczawińskiego. Udałyśmy się do Niego, we dwie. Wówczas jeszcze nie byłam pewna, czy środowisko jest zainteresowane takimi zajęciami. Profesor okazał się naszym pierwszym sprzymierzeńcem, który pokierował nas dalej. Zgodnie z jego wytycznymi, udałyśmy się do Warszawskiej Izby Lekarsko-Weterynaryjnej. Cały czas miałam przekonanie, że będzie trudno. Ku mojemu zaskoczeniu pomysł spotkał się z bardzo życzliwym przyjęciem, przejawiającym się konkretnym wsparciem. Ze względu na dość duże koszty podobnych zajęć – częściowym ich dofinansowaniem. Po tak miłych początkach, pojawiły się trudności.

Marketing...

Pomimo takiego wsparcia, pomocy i entuzjazmu z naszej strony, znalezienie chętnych do wzięcia udziału w warsztatach, okazało się dużo trudniejsze. Zajęcia, jakie proponujemy, techniki w nich wykorzystywane, wymagają odpowiedniej dynamiki grupowej, która może się pojawić wyłącznie przy pewnej liczbie osób. W związku z powyższym, jest określona ich zarówno minimalna, jak i maksymalna ilość. Po zaproponowaniu kilku terminów, odpowiednia liczba uczestników, zebrała się dopiero na trzeci.
Trudności mogły być spowodowane różnorodnymi czynnikami, m.in.:

  • Bardzo długi tydzień pracy lekarzy
  • Duża popularność obecnie różnego rodzaju kursów zawodowych i studiów podyplomowych, w przypadku czasu, konkurencyjnych dla warsztatów,
  • Brak tradycji uczestnictwa w podobnych zajęciach

 

Pionierzy....

W związku z powyższym, może to nie był dopiero trzeci termin, a już trzeci?
Zastanawiałam się, któż to zdecydował się zrezygnować z innych ważnych spraw i przybyć? Byłam nastawiona na opór grupy, krytykę i trudności z braniem udziału w pewnych ćwiczeniach. Życie, jak to czasem bywa, zaskoczyło mnie jednak zupełnie.
Uczestnicy warsztatów, okazały się osobami bardzo aktywnymi i wymagający. Byli bardzo otwarci, pochłaniali informacje z dużą uwagą i zaangażowaniem. Pojawiały się dyskusje, które niestety musiały być ucinane, z powodów czasowych. Trudne, moim zdaniem ćwiczenia psychologiczne, były realizowane bez większych wahań. Wszystko to wytworzyło, dużą aktywność grupy, mimo stosunkowo małej jej liczebności. Jednym słowem były to niezapomniane warsztaty, inspirujące do następnych.

Monika Żurawicka



„JAK KORZYSTAĆ ZE STRESU?”

Warsztaty dla lekarzy weterynarii

Jeśli tylko nauczyć się z niego korzystać, to byłoby, z czego. Można tu choćby dla przykładu nadmienić takie stresujące sytuacje w pracy lekarza weterynarii jak:

  • relacje z właścicielami zwierząt: wyniosłymi, bezczelnymi, wymagającymi, pogardliwymi, gadułami, dłużnikami, paniusiami z Yorkiem, wszechwiedzącymi mądralami (lista typów właścicieli zwierząt jest bardzo długa, zapewne każdy mógłby do niej dopisać własne przykłady).
  • na dodatek ciężko chorzy pacjenci: cierpiący, gryzący, drapiący, nie dający się uleczyć.
  • I pracownicy: wciąż wymagający, wiecznie niezadowoleni, chcący więcej pieniędzy.
  • Do tego przełożeni: za mało płacący, za dużo wymagający, za mało wspierający.
  • I koledzy i koleżanki po fachu różni: rywalizujący, zajęci, zmęczeni, przepracowani.
  • Brak czasu i pośpiech.
  • Biurokracja, przez którą trudno się przebić.
  • I własne ograniczenia: zmęczenie, poczucie niekompetencji, pomyłki.

Na niektóre z tych „stresorów”, nie mamy bezpośredniego wpływu. Nie pokonamy przecież śmierci, jeśli przyszedł na nią czas. Nie zmienimy klientów, jeśli stawali się „sobą” przez całe życie. Inne zaś „stresory” takie, jak niedoskonałe przepisy prawne, wygórowane oczekiwania i niewystarczający szacunek do lekarzy weterynarii, wymagają zaciętości i lat ciężkiej pracy, aby przyjęły inną, satysfakcjonującą „formę”. Jedyne (aż), co możemy zmienić szybko i bardzo realnie to własne postrzeganie, odczuwanie, doświadczanie oraz zachowanie. A czasami nasza zmiana paradoksalnie wpływa na świat (ten trudno zamienialny).

„Jeśli Ci źle to dobry znak, bo lepiej może być”. Nasze warsztaty to dobry początek tego „lepiej”. To czas refleksji nad sobą, nad swoimi celami, potrzebami i uczuciami. To miejsce, w którym można przypomnieć sobie swój młodzieńczy zapał do bycia lekarzem weterynarii i postawić sobie realne cele zawodowe. To czas, w którym można spotkać siebie i drugiego człowieka. Odkryć siłę do radzenia sobie z trudnościami.

To miejsce, w którym można brać dla siebie garściami, jeśli się tylko chce i potrzebuje oddechu. Niektórzy cieszą się odkryciem, że nie są sami, że inni mają podobne problemy. Inni zaś wynoszą z warsztatów nowy sposób rozmowy z trudnymi właścicielem lub wykorzystującym szefem. Są też tacy, którzy odświeżają pamięć o dawnych pasjach lub nabierają odwagi do pielęgnowania nowych, które świetnie służą oderwaniu się od przytłaczającej rzeczywistości.

Innymi słowy, warsztaty to przystanek dla strudzonych i zmęczonych, stacja paliwowa dla doświadczonych i początkujących, ciekawe przeżycie dla świadomych i chcących jeszcze bardziej świadomie i radośnie wykonywać swój zawód w służbie braciom mniejszym.


Justyna Kuczmierowska


Poprawiony: środa, 23 września 2009 10:17